Lyonel Trouillot, Dzieci bohaterów

I oto trzecia książka wydawnictwa Karakter, do kupienia już w marcu! Tym razem przenosimy się na Haiti, gdzie utalentowany i pełen werwy pisarz o trudnym do wymówienia nazwisku stworzył opowieść o rodzeństwie ze slumsów Port-au-Prince. Ojciec Colina i Marieli pada trupem już na pierwszych stronach książki, co więcej, to jego własne dzieci go mordują, a potem, przerażone, na trzy dni  uciekają w miasto. Trzy dni wolności – tylko tyle im jest dane, mogą liczyć tylko na siebie, ale dobrze wiedzą, że jedno z nich zawiedzie. Bardzo mocna książka, i wzruszająca, i przerażająca, zresztą – innych nie wydajemy. Zależało mi na tym, by kolory były alarmujące, stąd ta pomarańczowożółta barwa tła. Dynamiki dodają wybłyszczone lekko ukośne prążki, na ziemi leży ojciec z rozbitą czaszką, dzieci biegną.

trouillot.jpg

Cyril Bouyeure, Adam Michnik. Biografia

Bardzo to popularny sport w ostatnich latach, uprawiany na ogół przez ludzi niezłomnych i śmiałego serca – wieszać psy na Michniku. Niewykluczone, że w związku z graficznym opracowaniem tej książki będę się smażył w piekle, ale co zrobić. Książka francuskiego pisarza to pierwsza wyczerpująca biografia naczelnego “Wyborczej”, w sumie dziwne, że pojawia się dopiero teraz. Autor stara się pisać w sposób zapewne neutralny i rzeczowy, choć naturalnie nikogo w ten sposób nie zadowoli: to chyba niemożliwe przy osobie budzącej tak silne emocje po wszystkich stronach rozmaitych barykad. Ja przeczytałem rzecz Bouyeura z ogromnym zaciekawieniem, Marek Pawłowski z WL-u wydobył skądś zdjęcie młodego Michnika. Do tego doszła surowa typografia i chłodne kolory; choć nie sądzę, by stonowana gama kolorystyczna okładki ostudziła co gorętsze głowy.

michnik.jpg

Dawid Grosman, Kto ze mną pobiegnie

Ta okładka miała kilkanaście wersji, i już nawet spisałem ją na straty, kiedy po paru miesiącach wydawnictwo wróciło do jednego z projektów, trochę jeszcze nad nim posiedziałem, rezultat widoczny poniżej. Powieść izraelskiego pisarza opowiada dzieje nastolatka, który wśród zaułków współczesnej Jerozolimy szuka dziewczyny, która z kolei szuka swojego brata. Trochę to zagmatwane, ale książka wspaniała, napisana z niezłą energią i, no, jak to nazwać – z jakąś empatią. Niespecjalnie lubię pokazywać twarze na okładce, tu jednak nie miałem wyjścia; na szczęście nawet się te wizerunki z książkowymi pokrywają. Opowieść poznajemy z dwóch perspektyw: dziewczyny i chłopaka, dynamiczna jest, poczynając od samego tytułu – stąd dwa główne kolory, powtórzone na wyklejce, oraz rozbity na pojedyncze słowa tytuł, jakby wypowiadany rwącym się (ze wzruszenia? ze zmęczenia?) oddechem.

grosman.jpg

Laurent Graff, Szczęśliwe dni

Tytuł przewrotny, więc i oklejka, i obwoluta w minorowych kolorach. Powiastka francuskiego autora o mężczyźnie, który po trzydziestce przeprowadza się do domu starców i planuje swój pogrzeb. Coś oczywiście wytrąca go z tych przygotowań, bohater olśnienia dozna, przemianę przejdzie być może. No, ale jeśli mowa o melancholii, to nie sposób uniknąć jakiegoś echa “Jimmy’ego Corrigana”, wspaniałego komiksu Chrisa Ware’a, erupcji melancholii i stężonej na czterystu czy pięciuset stronach rozpaczy. Ware to dla mnie absolutne szczyty sztuki komiksu i pomyślałem, że warto byłoby przy okazji Graffa, książki małej, ale wydanej starannie, zacytować graficzny styl amerykańskiego rysownika, kropla spadająca to też cytat, choć nie dosłowny. No więc jest oszczędnie, niemal monochromatycznie.

graff.jpg

Noworoczne rezolucje

No i tak, oto rok, w którym trzydziestka stuknie, jeszcze parę lat i “w głębi ciemnego znajdę się lasu”. Czas na poważne rozstrzygnięcia.  Ktokolwiek tu zaglądał ostatnio, pewnie się zorientował, że okładek nowych już jakiś czas nie wrzucałem. Po części to kwestia wakacji: zawsze to tworzy jakąś wyrwę w życiu zawodowym. Ale po części też, co ważniejsze, wynik świadomej decyzji. No więc tak: trochę mniej będę tych okładek robił, a właściwie – zupełnie mało. Powodów jest kilka; po pierwsze: brak czasu. Każda okładka to kilka-kilkanaście odrzuconych projektów, robią się z tego astronomiczne liczby, kiedy ma się kilkanaście zleceń w tym samym momencie. Po drugie: Karakter. Masę rzeczy mam w Karakterze do zaprojektowania, i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Po trzecie, muszę trochę odpoczać od sytuacji, w której na okładkę wpływa zilion rozmaitych czynników, a względy estetyczne, jeśli w ogóle, brane są pod uwagę na końcu. Jest masa świetnych dizajnerów, którzy zwycięsko wychodzą z tego rodzaju presji, ja muszę chyba nieco odsapnąć.

Na szczęście w krakowskim Muzeum Etnograficznym mam dużo do zrobienia, pojawią się wkrótce pierwsze publikacje; poza tym trochę książek jest jeszcze w produkcji; no i na pewno parę moich ulubionych serii pociągnę, i na pewno interesującym tytułom nie odmówię.  I właściwie tego wszystkim życzę w 2009 – mniej pracy, więcej czasu.