Timber roof gone. Impresje z podróży do Indochin

I wróciliśmy z Magdą i czwórką przyjaciół bezpiecznie z ponadtrzytygodniowej podróży przez Laos, Kambodżę i Tajlandię. Oczywiście, okazało się, że trzy tygodnie to może wystarczą na jakie-takie poznanie najmniejszej mieściny w Laosie, a nie na turystyczny rajd przez trzy kraje. Siłą rzeczy nasza podróż do wnikliwych nie należała, satori nie przeżyliśmy, książek nie napiszemy, to raczej rozpoznanie bojem. I już wiemy: do Laosu wrócimy na pewno, do Angkoru tylko, jeśli umrą wszyscy turyści na świecie, zamiast do Tajlandii do Łaz będziemy jeździć, muszą tam tylko trochę raf poukładać. Ale Laos, Laos rewelacyjny, nakupowałem sobie w Luang Prabang książek o tym kraju, taszczyłem tę minibibliotekę z powrotem do Polski. Highlight wyjazdu: nasz przwodnik po Angkorze, który opowiadał zajmująco, ale wciąż używał fraz-kluczy: “story time”, “kodak moment” oraz (wskazując na szczątki budowli): “Ancient times – timber roof. Now – timber roof gone”. Timber roof gone, my tak samo – z powrotem w Polsce, i do roboty.

Na zdjęciach: Płyniemy Mekongiem; jedyny miejscowy na łodzi, z Magdą w Luang Prabang, Luang Prabang, wioska w dżungli niedaleko L.P., “Now – timber roof gone”.

img_0161-large.JPG img_0152-large.JPG p1100319.JPG img_0332-large.JPG img_0376-large.JPG p1110047-large.JPG