Karakter. No i będę wydawcą

W końcu, w końcu spełniło się moje największe marzenie: wraz Magdą oraz moją ex-szefową ze Znaku, Małgosią Szczurek, założyliśmy w trójkę wydawnictwo – Karakter. Więcej informacji na temat tego przedsięwzięcia znajduje się na stronie www.karakter.pl. Wygląda na to, że dwutorowo teraz się będzie toczyć moje życie zawodowe: z jednej strony pozostanę grafikiem i nadal będę projektować okładki, a z drugiej – śmiało wkroczę w cudowny świat kalkulacji (yay!), poszukiwania tytułów itd. Przede wszystkim jednak w końcu będę mógł się zmierzyć z sytuacją, w której o okładce i wnętrzu książki decyduję tylko i wyłącznie ja. Trochę to onieśmielające, ale cóż. Do tej pory przygotowałem logo, stronę internetową oraz promocyjną pocztówkę. Na zdjęciu: efekt końcowy oraz ujęcie z sesji zdjęciowej: wewnątrz papierowego potwora – Magda. Zdjęcie – jak zawsze Marcin Jędrysiak.

karakter2.jpg

Payl Torday, Połów łososia w Jemenie

W ramach porządków wygrzebałem z dysku projekt, którego nie udało się, mimo mojego wielkiego żalu, zrealizować. Sprawa rozstrzygała się dość długo, dyrektor artystyczny w WL-u, Marek Pawłowski, walczył o tę okładkę jak lew, ale ostatecznie wydawnictwo zdecydowało się na projekt z angielskiego oryginału. No i niedobrze, bo po pierwsze jest średni, po drugie nijak się ma do makiety, a po trzecie szkoda dowcipu: sama okładka jest cytatem z plakatu do “Szczęk”, przy czym kołyszący się na falach melonik symbolizuje głównego bohatera: flegmatycznego i zahamowanego Angola, którego los rzuca w środek międzynarodowej przygody związanej z, tak, zarybianiem łososiem rzek Jemenu.

torday.jpg

Mehmet Murat Somer, Zabójstwo Buziaczka

Kiedy jeździłem po Turcji, nawet nie przypuszczałem, że przyjdzie mi kiedyś projektować okładkę do kryminału o stambulskich transwestytach. Główny bohater jest zdolnym informatykiem, a jednocześnie superlaską i właścicielką nocnego klubu. Potrafi też, jeśli trzeba, spuścić manto wrednym heteroseksualnym typom oraz rozwikłać zagmatwaną zagadkę zabójstwa swojego znajomka o wdzięcznym przezwisku, a jakże by inaczej, Buziaczek. Okładka mogła iść tylko w jednym kierunku: trzeba było pożenić męski i żeński pierwiastek, musiałem go niestety żenić na swojej lewej dłoni. Marcin Jędrysiak robił zdjęcia, ja przez chwilę wyglądałem jak Wolverine z X-Menów,a teraz, po dwóch tygodniach od sesji, nadal nie mogę pozbyć się z paznokci resztek tego cholernego kleju do tipsów.

somer.jpg

Artur Baniewicz, Kisuny

Kolejna książka dla wydawnictwa W.A.B. Tym razem thriller. Thriller! Rzadko je czytam, jeśli zbaczam w stronę literatury popularnej, to raczej w stronę kryminału, ale projektować okładki thrillerów lubię, przede wszystkim dlatego, że wbrew pozorom to chyba jedno z trudniejszych wyzwań: zrobić coś rynkowego i krzykliwego, a jednocześnie się przy tym nie skompromitować. Arsenał środków jest raczej ograniczony: typografia musi być widoczna z daleka (tu FF Gothic), dobrze, jeśli pojawi się srebro (tu się pojawia). Cieszę się, że udało mi się uniknąć Trajana, zdjęcie też jest nawet klimaciarskie i niezbyt kawu na ławu, a smaczek dodatkowy jest taki, że na froncie znajdują się nadrukowane elementy NATO-wskiej mapy sztabowej, choć ich wykorzystanie pewnie przyprawiłoby każdego sztabowca o ból głowy.

kisuny.jpg

Waldemar Borzestowski, Bulterier Samson i ja, podejście nr 2

Ech, przeleżała się okładka parę miesięcy w wydawnictwie, wszystko było już potwierdzone, bębniłem tylko nerwowo palcami w stół w oczekiwaniu na grubość grzbietu, kiedy nadeszła informacja, że zmieniła się koncepcja i wydawca prosi mnie o przygotowanie okładki ze zdjęciem. Proszę bardzo, jeśli komuś wydaje się to łatwe – niech szuka niebanalnych zdjęć bulterierów. Zapewniam, że można je policzyć na palcach jednej ręki. W końcu trafiłem do Getty Images, zdjęcie wydało mi się odpowiednie, skoro jednak życie głównego bohatera za sprawą psa przybiera nieoczekiwany obrót, i sprawy stają na głowie, postanowiłem zdjęcie o 90 stopni obrócić. Tytuł krojem Clarendon, który sam jest masywny i nabity niczym bulterier.

bulterier2.jpg

Eoin Colfer, Benny i Omar

No pięknie, dwa miesiące od ostatniego wpisu, teraz hurtowo uzupełniam zaległości. Zaczynamy od Colfera: tym razem nie są to przygody Artemisa Fowla, ale opowieść o chłopcu z Irlandii, który z całą rodziną przeprowadza się do Maroka. Poznaje tam swojego rówieśnika, Omara, i choć angielszczyzna tego ostatniego jest, lekko mówiąc, połamana i porozumiewa się głównie za pomocą sloganów z reklam, dwaj koleżkowie dość szybko zadzierzgują więzy przyjaźni i popadają w niemałe kłopoty. Projektowanie książek dla dzieci to czysta radość: tekst nieskomplikowany, temat przyjemny; jedyna trudność w tym, jak choć trochę uciec od banału.

colfer.jpg