Martha Grimes, Pod Huncwotem i Pod Wykiwanym Lisem

Książki o przygodach komisarza Jury’ego ukazują się w “Mrocznej serii” wydawnictwa W.A.B. Chodziło o to, żeby zaprojektować coś, co korzystać będzie z dotychczasowych elementów wspólnych, ale jednocześnie jakoś się na ich tle będzie wyróżniać. Zawsze ciężko się projektuje na czyimś wcześniejszym szablonie, skoro pewne rzeczy automatycznie zrobiłoby się inaczej, ale z drugiej strony wydawnictwo pozwoliło mi na dość daleko idącą ingerencję w projekt serii. Powieści Marthy Grimes są wciągające, ale w sumie trochę konwencjonalne, widać anglosaski styl opowiadania, zero tu Chandlera, dużo Sawyers i Christie. Wszystkie tytuły książek o komisarzu Jurym są jednocześnie nazwami pojawiających się w powieściach pubów. Postanowiłem trochę się do tego odwołać – pole z tytułem za każdym razem przypominać będzie drewniany szyld gospody. Nie chciałem różnicować typografii poszególnych pozycji, bo zupełny już kociokwik by wyszedł.

grimes.jpg

I’ll always be a friend

Święta idą, czas na krzynę uczuciowości. Patrzę sobie na te ostatnie lata moje i dochodzę do wniosku, że ciskało mną niczym kulką we flipperze. Dwanaście przeprowadzek w ciągu dziewięciu lat, naprawdę, pora się nieco ustatkować. Właśnie przytaszczyłem do domu choinkę, szykujemy z Magdą pierwszą wigilię w naszym wspólnym mieszkaniu, a ja myślę o wszystkich osobach, z którymi gdzieś tam na rozmaitych wirażach straciłem kontakt. Pewnie, w paru przypadkach bardzo się z tego cieszę, ale zdałem sobie sprawę, że przez długi czas nie miałem żadnych wieści od większości osób, z którymi te wiraże brałem, i że czasami jednak mi tych drobnych choćby wzmianek o Was brakowało. Teraz się to na szczęście powolutku zmienia, jest fejsbuk, jest nasza-klasa, jest flickr, jako-tako się te znajomości rekonstruują. I choć nadal lata i kilometry między nami, to jednak codziennie sprawdzam, co się u Was dzieje, i kto wie, może się spotkamy kiedyś jeszcze oko w oko. Wszystkiego dobrego.

2006–2007 na zdjęciach

Zdjęcia poniżej jakoś podsumowują dwa ostatnie lata – przeklejam je tutaj z facebooka, bo niektórzy mają nań alergię, albo nie dotrą do mojego profilu, a poza tym jakoś inaczej będzie strona wyglądać – nie samą pracą i swoimi fascynacjami zawodowymi w końcu człowiek żyje. Każde zdjęcie jest podpisane, więc tylko krótkie streszczenie: na początku 2006 roku mieszkałem na 10 piętrze wieżowca na Mazowieckiej w Krakowie, w dawnym pomieszczeniu gospodarczym. Miałem widok na całe miasto i zupełny spokój. Trochę się tam czułem jak w zapomnianej części szpitala Królestwo. Dwa lata później, po czterech przeprowadzkach, mieszkamy z Magdą w naszym własnym mieszkaniu w samym centrum Krakowa. W międzyczasie: gastronomiczne tournee po nieturystycznych knajpach w Pradze, przeprowadzka, ślub, podróż na wschód Turcji i pod Ararat, przeprowadzka, przeprowadzka, podróż do rodzinnego Koszalina po kilku latach, wkacje w Londynie, kot, przeprowadzka. I dużo pracy. Teraz czas trochę zwolnić.

W dawnej pralni na szczycie wieżowca. Styczeń 2006 “U niedźwiadków” - Japończyków z roku na rok więcej, ale Budvar wciąż ten sam Wiosenna wyprawa do Zoo. Marzec 2006
Nasza ulubiona z Łukaszem rozrywka. Czerwiec 2006 Lato 2006 - placyk targowy w pobliżu naszego mieszkania Z kamratami w Budapeszcie
Wchodzimy w dzielnicę handlową w Stambule. Wrzesień 2007 Ani na granicy Turcji i Armenii. Opuszczone miasto na środku pustkowia. Zniszczony kościół w Ani
Dogubayazit. W tle - Ararat Wot, stalkier! Na zewnątrz domu teściów - styczeń 2007 Tradycyjna wiosenna przeprowadzka. Kwiecień 2007
Kręgi w lasach niedaleko Koszalina. Maj 2007 Podwórko w Koszalinie - tum wzrastał. Nic się przez 20 lat nie zmieniło Pomorskie pustki w Klukach. Maj 2007
Z Tadeuszem Dąbrowskim w sopockim SPATiFie. Siedzę pod Huellem Moja wspaniała kuzynka z Lublina - Ania Panna Migotka - nowy domownik. Październik 2007

Doris Lessing, Lato przed zmierzchem

Takie zlecenie to jak gwiazdkowy prezent. Powieść Noblistki, wydawca elastyczny, na rękę idzie, ekstrawagancje akceptuje, a w dodatku książkę wydaje porządnie: z twardą oprawą i obwolutą. Powieść pochłonąłem raz-dwa, kobieta w średnim wieku, coś w rodzaju londyńskiej desperate housewife, wydostaje się z rutyny codziennego życia: mąż wyjeżdża, dzieci wyjeżdżają, a ona ma całe lato dla siebie. Wycofany i analityczny nastrój książki skojarzył mi się z fotografiami Sylwii Kowalczyk, którą poprosiłem o zrobienie kilku zdjęć według moich wskazówek. Zablokowałem się na typografii, tym bardziej, że W.A.B. planuje całą serię Lessing – musiało być to zatem coś związanego z samą autorką, a nie z tym konkretnym tytułem. Musiała być zadziorna i wyrazista (Lessing podbiła moje serce reakcją na Nobla: “Wygrałam wszystkie cholerne nagrody w Europie, pewnie, że jestem zachwycona”), jak z plakatów Partii Pracy: znowu zatem Agency FB.

lessing.jpg

Péter Esterházy, Harmonia cælestis, Wydanie poprawione

Okładka niemieckiego wydania Harmonii już dawno wpadła mi w oko, toteż kiedy dostałem zlecenie z “Czytelnika” na okładkę tego właśnie tytułu, wraz z zastrzeżeniem, że należy wykorzystać te same ilustracje, nieco się stropiłem, bo nie bardzo wiedziałem, w jaki sposób uciec od schematu powielanego przez pozostałych europejskich wydawców. Po kilku dniach prób zrezygnowałem z gładkiego białego lub kremowego tła, zamiast tego nadłubałem półprzezroczystych listków i ułożyłem je na metalicznym błękitno-srebrnym tle. Kontynuacja pierwszej powieści, Wydanie poprawione, również miała wykorzystywać te same motywy graficzne. Znowu zdecydowałem się na metaliczne tło (tym razem w kolorze miedzi), natomiast samego rycerza wykadrowałem i wrzuciłem na niego czarną belkę z tytułem: autor/podmiot liryczny dowiaduje się, że ojciec, którego obserwacji poświęcił pierwszą książkę, przez kilkanaście lat regularnie donosił węgierskiej służbie bezpieczeństwa. Trzeba było więc jakoś tę niebiańską harmonię i spokój pierwszej okładki zburzyć.

esterhazy.jpg

Seria “Dramat współczesny” dla wydawnictwa Panga Pank

Zlecenie zaprojektowania nowej oprawy graficznej serii “Dramat współczesny” dostałem od małego krakowskiego wydawnictwa Panga Pank. W starej szacie graficznej ukazało się ponad trzydzieści tytułów. Klientowi zależało na tym, żeby seria była jak najbardziej nowoczesna: dostałem wolną rękę w projektowaniu. Podobny luksus zdarza się rzadko, więc niespecjalnie się ograniczałem, praca w takich warunkach to sama frajda. Do początku grudnia ukazało się już siedem tomów dramatów: agresywna typografia, uproszczone do granic możliwości niemal piktograficzne ilustracje. I nareszcie zwrócił mi się zakup sprzed trzech lat: 95 dolarów za emigre’owy font Platelet nie poszło na marne!

panga1.jpg

Paweł Huelle, Weiser Dawidek, Ostatnia wieczerza

Gdy Znak ogłosił konkurs na projekt serii dzieł Huellego, wiedziałem, że muszę go wygrać. Pierwsze dwa lata studiów spędziłem na gdańskiej polonistyce i chyba nieodwołalnie przesiąkłem melancholią Gdańska i Sopotu. I choć teraz mieszkam w Krakowie, a nad morzem bywam bardzo rzadko, często wracam w wyobraźni do szarego morza – trochę ponurego Bałtyku. Nic na to nie poradzę, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Weiser to książka napisana specjalnie dla mnie. Zdecydowałem się na największą z możliwych oszczędność i elegancję: dobrałem klasyczny wąski format, papier (Munken!), kolor wyklejki, wszystko, wszystko. Typografia w środku i na zewnątrz opiera się na krojach Baskerville (jak klasycznie, to klasycznie) zaprojektowanych przez Frantiska Storma (www.stormtype.com). I kiedy wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, całość została haniebnie oprawiona przez jedną z lepszych krakowskich drukarń. Elegancję całego nakładu diabli wzięli. Trochę lepiej to wygląda w przypadku kolejnych tomów serii.

weiser.jpg

Gustaw Herling-Grudziński, Wiek biblijny i śmierć

Lubię eksperymentować, ale czasami trzeba po prostu zrobić okładkę bez nadmiernej ekwilibrystyki. Można dodać jakąś subtelność na grzbiecie albo z tyłu, zaprojektować efektowną wyklejkę, z przodu natomiast trzeba się czasami ograniczyć do najprostszych rozwiązań. Tak było i tym razem – Herling-Grudziński to autor zbyt dużego formatu, by przy jego książce zanadto majstrować. Aurea mediocritas: Niemcy trzymają się tego od lat i w rezultacie w 99% przypadków biorę do ręki niemieckie książki z przyjemnością: statecznie i elegancko zaprojektowane, świetnie wydrukowane na znakomitych materiałach. Wydawnictwo Literackie pozwoliło mi zaprojektować również środek, a ponieważ tekstu było niewiele, to wyjątkowo mogłem zaprojektować szerokie marginesy i osobne strony na zdjęcia. Krój pisma – manieryczny kuzyn Garamonda, Tribute zaprojektowany przez Emigre według mało znanego kroju pisma autorstwa François Guyota z pierwszej połowy XVI wieku.

herling.jpg

Waldemar Borzestowski, Bulterier Samson i ja

Ja wolę koty, główny bohater książki Borzestowskiego może też, ale nikt nie pyta go o zdanie: został obdarowany bulterierem. Musi sobie teraz życie z psem ułożyć i może mu to na dobre wyjdzie. Powieść gdańskiego pisarza opowiada o perypetiach świeżo upieczonego właściciela psa; Samson ma swoje humory i w mgnieniu oka zaczyna nad nieco ciapowatym właścicielem dominować. Okładka bez zdjęcia tym razem, nieco mniej dosłowna. W tle majaczy psi pysk, a na pierwszym planie niezbyt skutecznie jego nowy właściciel stara się zachować równowagę. Pomyślałem, że fajnie byłoby oddać napięcia i dynamikę fabuły w okładce: wszystko się więc wali, dokądś pędzi i powstaje zupełnie nowy porządek. Krój pisma: zawadiacki Agency FB z FontBureau.

borzestowski.jpg

Andrea De Carlo, Śmietankowy pociąg

Trochę przygnębiająca lektura, co akurat nie budzi we mnie żadnego sprzeciwu. Powieść opowiada historię młodzieńca, który pod koniec lat 70. trafia do Los Angeles, postanawia tam zamieszkać, trochę od niechcenia pnie się wzwyż społecznej drabiny, i niejako mimochodem udaje mu się zjeść kolację z aktorką, którą pamiętał jeszcze z dzieciństwa; ale i to wydarzenie pozostawia go niespecjalnie wzruszonym. To wszystko. Cały czas czekałem, aż w powieści coś się wydarzy, tymczasem narrator przeżywał kolejne dni, zawierał i rozwiązywał kolejne wiadomości, i nic, nic zupełnie nie mogło wytrącić go z otępienia. Przemknął przez dwieście stron z okładem i zniknął. Ta książka jest dla mnie taka, jak nastrój okładki: intensywna i hipnotyzująca, ale w środku nic nie ma poza czernią. Poniżej dwie wersje: wydawca zdecydował się na tę drugą.

decarlo.jpg