Gordon Freeman odchodzi w cień
Pierwszy dzień nowego roku spędziliśmy z Magdą grając z naszymi przyjaciółmi Malwą i Romanem w “Osadników z Catanu”. Skompletowaliśmy już wszystkie dodatki, więc czasu pochłania to niemiłosiernie dużo, trzy rozgrywki zeżarły nam osiem godzin, raz nawet udało mi się wygrać. W sumie fajnie – po wielu latach solipsystycznych rozrywek typu “Half-life”, “Civilization” itd. miło w końcu wrócić do jakiegoś bardziej stadnego modelu spędzania wolnego czasu. Pewnie tak to kiedyś wyglądało: ludzie zbierali się na brydża czy wista, ale rozgrywka była tylko pretekstem dla rozmaitych meandrów życia towarzyskiego (np. gry stóp pod stołem, obserwowanej przez małego Oskara w Blaszanym bębenku). Pod stołem czy nad stołem – mam nadzieję, że w 2008 roku życie towarzyskie będzie kwitło, bo kto przy nas będzie w dobrych i złych chwilach? Przecież nie Gordon Freeman z laboratorium Black Mesa.
