MEK: Requiem dla szałasu

Jeden z wielu projektów dla krakowskiego Muzeum Etnograficznego, z Requiem jestem jakoś szczególnie zadowolony. Tak to jest, jak się trafi na klienta, który zostawia duże pole manewru, a interweniuje rzadko i z umiarem. Marzenie każdego projektanta! Requiem dla szałasu to wystawa zdjęć Jana Rączki, krakowskiego architekta i miłośnika gór, który w latach 70-tych wykonał cykl abstrakcyjnych czarnobiałych fotografii, dokumentujących odchodzące powoli w niebyt tatrzańskie szałasy. Dziś już nie pozostał po nich żaden ślad, poza tymi zdjęciami właśnie.

Requiem dla szałasu - okładka folderu

Lyonel Trouillot, Dzieci bohaterów

I oto trzecia książka wydawnictwa Karakter, do kupienia już w marcu! Tym razem przenosimy się na Haiti, gdzie utalentowany i pełen werwy pisarz o trudnym do wymówienia nazwisku stworzył opowieść o rodzeństwie ze slumsów Port-au-Prince. Ojciec Colina i Marieli pada trupem już na pierwszych stronach książki, co więcej, to jego własne dzieci go mordują, a potem, przerażone, na trzy dni  uciekają w miasto. Trzy dni wolności – tylko tyle im jest dane, mogą liczyć tylko na siebie, ale dobrze wiedzą, że jedno z nich zawiedzie. Bardzo mocna książka, i wzruszająca, i przerażająca, zresztą – innych nie wydajemy. Zależało mi na tym, by kolory były alarmujące, stąd ta pomarańczowożółta barwa tła. Dynamiki dodają wybłyszczone lekko ukośne prążki, na ziemi leży ojciec z rozbitą czaszką, dzieci biegną.

trouillot.jpg

Cyril Bouyeure, Adam Michnik. Biografia

Bardzo to popularny sport w ostatnich latach, uprawiany na ogół przez ludzi niezłomnych i śmiałego serca – wieszać psy na Michniku. Niewykluczone, że w związku z graficznym opracowaniem tej książki będę się smażył w piekle, ale co zrobić. Książka francuskiego pisarza to pierwsza wyczerpująca biografia naczelnego “Wyborczej”, w sumie dziwne, że pojawia się dopiero teraz. Autor stara się pisać w sposób zapewne neutralny i rzeczowy, choć naturalnie nikogo w ten sposób nie zadowoli: to chyba niemożliwe przy osobie budzącej tak silne emocje po wszystkich stronach rozmaitych barykad. Ja przeczytałem rzecz Bouyeura z ogromnym zaciekawieniem, Marek Pawłowski z WL-u wydobył skądś zdjęcie młodego Michnika. Do tego doszła surowa typografia i chłodne kolory; choć nie sądzę, by stonowana gama kolorystyczna okładki ostudziła co gorętsze głowy.

michnik.jpg

Dawid Grosman, Kto ze mną pobiegnie

Ta okładka miała kilkanaście wersji, i już nawet spisałem ją na straty, kiedy po paru miesiącach wydawnictwo wróciło do jednego z projektów, trochę jeszcze nad nim posiedziałem, rezultat widoczny poniżej. Powieść izraelskiego pisarza opowiada dzieje nastolatka, który wśród zaułków współczesnej Jerozolimy szuka dziewczyny, która z kolei szuka swojego brata. Trochę to zagmatwane, ale książka wspaniała, napisana z niezłą energią i, no, jak to nazwać – z jakąś empatią. Niespecjalnie lubię pokazywać twarze na okładce, tu jednak nie miałem wyjścia; na szczęście nawet się te wizerunki z książkowymi pokrywają. Opowieść poznajemy z dwóch perspektyw: dziewczyny i chłopaka, dynamiczna jest, poczynając od samego tytułu – stąd dwa główne kolory, powtórzone na wyklejce, oraz rozbity na pojedyncze słowa tytuł, jakby wypowiadany rwącym się (ze wzruszenia? ze zmęczenia?) oddechem.

grosman.jpg

Laurent Graff, Szczęśliwe dni

Tytuł przewrotny, więc i oklejka, i obwoluta w minorowych kolorach. Powiastka francuskiego autora o mężczyźnie, który po trzydziestce przeprowadza się do domu starców i planuje swój pogrzeb. Coś oczywiście wytrąca go z tych przygotowań, bohater olśnienia dozna, przemianę przejdzie być może. No, ale jeśli mowa o melancholii, to nie sposób uniknąć jakiegoś echa “Jimmy’ego Corrigana”, wspaniałego komiksu Chrisa Ware’a, erupcji melancholii i stężonej na czterystu czy pięciuset stronach rozpaczy. Ware to dla mnie absolutne szczyty sztuki komiksu i pomyślałem, że warto byłoby przy okazji Graffa, książki małej, ale wydanej starannie, zacytować graficzny styl amerykańskiego rysownika, kropla spadająca to też cytat, choć nie dosłowny. No więc jest oszczędnie, niemal monochromatycznie.

graff.jpg

Alain Mabanckou, Kielonek

Najtrudniej projektuje się dla samego siebie, poważnie. Jestem, jak się okazało, całkowicie nieprzewidywalny. Karakter działa od marca, od kwietnia wiedziałem, jakie będą pierwsze tytuły, w maju zaprojektowałem okładki, w lipcu poprawiłem i uznałem, że robota skończona. Tymczasem pod koniec sierpnia, dwa dni przed oddaniem okładki “Kielonka” do druku, przeżyłem gwałtowne załamanie i dotychczasowe projekty budziły we mnie już tylko skrajną repulsję. Było to wszystko dosyć paraliżujące, bo wiedziałem, że przez najbliższe lata będę się musiał trzymać kierunku wybranego teraz. O książce można poczytać tutaj, dalszy opis zmagań twórczych – przy okładce Ben Jellouna.

kielonek.jpg

Tahar Ben Jelloun, To oślepiające, nieobecne światło

Pierwotny projekt książek Karakteru był dosyć sztywny. Myślę, że właśnie to mnie do niego ostatecznie zraziło: świadomość, że co najmniej kilkanaście okładek będę musiał wciskać w ten gorset. Miałem w końcu szansę zrobić coś zupełnie po swojemu, a tymczasem sam dobrowolnie zapakowałem się do klatki! Wywróciłem całą koncepcję do góry nogami: wprowadziłem więcej koloru, a zamknięte w okręgach napisy oraz logo wydawnictwa nie będą miały na okładce stałego miejsca i kolorystyki. Tył z oddechem, notki na pełnych skrzydełkach, barwna wewnętrzna strona okładki, kolorowe detale na pierwszym i ostatnim arkuszu książki. Jakie, to już proszę sobie sprawdzić po zakupie:)

benjelloun.jpg

Paweł Huelle, Opowieści chłodnego morza

Kilka razy już chyba o tym pisałem, ale mam słabość do książek Huellego, po pierwsze ze względu na nie same, po drugie – autor jest z Gdańska, a po trzecie – każde zdanie jest dla mnie jak kilogram magdalenek, i im więcej czytam, tym więcej sobie przypominam, i przeżywam raz jeszcze, co się kiedyś wydarzyło. Mam wrażenie, co się chyba rzadko zdarza, że ta książka jest jak napisana specjalnie dla mnie, expata z Pomorza. Dużo ze mnie zostało nad Bałtykiem (nadal stare kamienice zdarza mi określić słowem “poniemieckie”:); może i jestem sentymentalny, but hey, I am just a man. Nie ma powrotu, i czasem szkoda.

huellemorze.jpg

Aravind Adiga, Biały Tygrys

Już na shortliście do tegorocznego Bookera, powieść Adigi jest niczym cios pod oko dla kogoś, kto spoglądając na książkę autora rodem z Indii, spodziewał się kolejnej porcji łzawych opisów bolączek asymilacji Hindusów w społeczeństwach Zachodu lub historii niedoli wyemancypowanej Hinduski przymuszanej do małżeństwa z zejściowym sąsiadem. O nie! Adiga używa sobie na Indiach, pisze z pasją i przekąsem, a jego bohater, chłopak, który po trupach dopiął swego (został szanowanym biznesmenem) budzi i podziw, i wesołość, i nawet nieco trwogi. Rewelacja. Okładka prosta, bo miała być bestsellerowa: wielkie napisy, fotka z Magnum Photos, pasy jak na odświętnej paszminie.

adiga.jpg

Gianrico Carofiglio, seria kryminałów dla W.A.B.-u

Najpierw seria Marthy Grimes, tym razem – książki włoskiego prawnika, a zarazem autora poczytnych kryminałów. Spore fragmenty książek rozgrywają się na sali rozpraw, choć samotny adwokat zdecydowanie przykłada się do swojej pracy ponad miarę. Ponieważ znowu musiałem się zmieścić w ramach wabowskiej “Mrocznej serii”, a jednocześnie redakcja prosiła mnie, żeby książki trochę spośród innych tytułów wyróżnić, zdecydowałem się na stały motyw: na każdej okładce umieściłem pole wielkości standardowej włoskiej wizytówki. Widnieje na niej nazwisko autora (śliczna Filosofia z Emigre) oraz pieczątkopodobny tytuł.

carofiglio.jpg